Z termosem w podróż
Bez kategoriiAutor wpisu: Marzena Koźbiał (4) Komentarze »
Jadę właśnie pociągiem z Katowic do Krakowa i spóźniam się do pracy. Jak na sytuację, która panuje w kraju nie mogę narzekać - moje TLK opóźnione jest jedynie 45 minut. Przy życiu trzyma mnie termos z kawą, który na drogę dostałam od mojej mamy. Dziś zapakowałam go bez protestów. Wczoraj wieczorem gdy podjęłam pierwszą próbę dojechania do stolicy Małopolski uznałam to za chybiony pomysł.
Termosy podobnie jak kanapki królowały kiedyś w polskich pociągach i autobusach. Dziś zaobserwować możemy je tylko u starszych podróżnych. Miejski yuppie nie będzie przecież przemierzał Polski z termosem i kanapką. Bardziej trendy jest papierowy kubek i brownie. Ewentualnie rozpuszczalna kawa w Intercity (IC). Niestety miejski yuppie w trakcie zimy skazany jest na zmarznięcie, głód i pragnienie - jeżeli pociągi się nie skomunikują i utknie powiedzmy w takich Katowicach około godziny 20.00 na coś co odważy się zjeść lub wypić na dworcu nie ma szans. Nie mówiąc o sytuacji, w której odłączą pantograf od linii w pociągu znajdującym się w szczerym polu, a tym samym na długie godziny wyłączą ogrzewanie i raczej zamkną wagon restauracyjny.
Namawiam do zabrania pełnych termosów w podróż. I prowiantu. Niezależnie od tego czy jedziemy 80 czy 600 km. Z przesiadką czy bez. Nie na wszystkich dworcach znajdziemy kawiarnie czy restauracje, a nawet jeżeli będą to niekoniecznie czynne 24h. W pociągu na ciepły posiłek też nie ma szans. Dawniej we wszystkich pociągach dalekobieżnych znajdowały się wagony restauracyjne. Dziś Warsy znajdziemy tylko w IC. Jeżeli mamy szczęście może czasem trafić w TLK na pana, który z wózka z marketu sprzedaje gorącą kawę i herbatę - ale na takiego pana trafiam tylko w pociągu relacji Bydgoszcz-Lublin.
Dużo jeżdżę pociągami, przynajmniej dwa razy w miesiącu przemierzam trasę Kraków-Warszawa-Bydgoszcz. Ślepy los i szczęście zadecydowały, że nie jestem dziś jedną z pasażerek tkwiących pod Częstochową, marznących, bez jedzenia i picia. Wczoraj termos okazał się niepotrzebny - ale tylko dlatego, że mogłam wrócić taksówką do domu, kiedy okazało się, że wszystkie pociągi jadące do Krakowa zwiększyły opóźnienie o kolejne 60 minut. Dziś cieszę się, że go mam. Mimo tego, że przedział w którym jadę jest ogrzewany, bardziej grzeje mnie mój laptop i kawa. Dlatego z głębi serca radzę - czy samochodem czy pociągiem - obowiązkowo wyruszamy w podróż z termosem.
Kofeina 18+
Bez kategorii Tagi: kofeina, nauka, USAAutor wpisu: Marzena Koźbiał Brak Komentarzy »
Rośnie spożycie kawy wśród najmłodszych. Amerykańskie pielęgniarki alarmują - wypicie dużej kawy w drodze do szkoły kończy się nadpobudliwością w trakcie lekcji i silnymi bólami głowy w godzinach przedpołudniowych. Kolejni rodzice zwierają szyki, planują anty-kawowe kampanie społeczne, a wszystko po to, by ich dzieci były bardziej bezpieczne.
Według badań, w latach 2004-2006 spożycie kawy wśród nastolatków w wieku 13-17 lat wzrosło o 20%. Natomiast zgodnie z raportem National Coffee Drinking Trends 2008 więcej kawy piją również osoby w wieku 18-24. Średnie spożycie wynosi 3,2 filiżanki dziennie (w 2007 było to 3,1 filiżanki). Trend rosnący utrzymuje się nadal - w 2005 spożycie kawy w tej grupie wiekowej wyniosło 2,5 filiżanki.
O szkodliwości napojów kawowych wśród młodzieży mówi się również w kontekście kalorii. Uczniom najczęściej nie smakuje czarna kawa. Chętnie natomiast sięgają po napoje kawowe, do przygotowania których używa się mleka i lodów, a te jak wiadomo są kaloryczne i tuczące.
Kiedy zakażą kofeiny?
W ramach walki z otyłością w 2006 roku Coca-Cola i Pepsi pożegnały się z amerykańskimi szkołami. Rożne organizacje toczą wojnę z producentami soków w kartonach (duża zawartość cukru). Mówi się o szkodliwości mleka. W połowie sierpnia jedna z australijskich gazet doniosła, że na skutek lobbingu organizacji rodzicielskich, sprzedawcy mają uniemożliwiać sprzedaż napojów energetycznych z dużą zawartością kofeiny dzieciom i młodzieży.
Myślę, że już wkrótce możemy spodziewać się (na razie w USA) co najmniej dyskusji o zakazie sprzedaży napojów kofeinowych osobom poniżej 18 roku życia. A następnie całkowitego zakazu jej spożycia przez osoby niepełnoletnie.
Paragrafy zamiast rozsądku
W zeszłym tygodniu pożegnaliśmy 100 watowe żarówki. Obecnie Komisja Europejska sprawdza ile energii zużywają inne urządzenia AGD, w tym ekspresy do kawy. Wszystko po to, by nie emitować więcej CO2 i zapobiec efektowi cieplarnianemu. W Polsce trwa polowanie na e-papierosy (bo uzależniają!), w USA przymierzają się do obłożenia federalnym podatkiem napojów. Pieniądze pozyskane w ten sposób miałyby pokrywać koszty leczenia chorób wywołanych spożyciem softdrinków. Nigdy nie widziałem, żeby jakiemukolwiek rządowi udało się mówić społeczeństwu co ma jeść lub pić - powiedział w Atlancie Muhtar Kent, CEO Coca-Coli po tym jak administracja Obamy pierwszy raz podała informację o rozważanym podatku.
Z pozoru trudno nie zgodzić się z “akcjami”, które mają chronić najmłodszych oraz środowisko. Z drugiej strony próba uregulowania wszystkiego zakazami, wytycznymi i nakazami prowadzi nas do krainy absurdu, w której rządzi krzywizna ogórka.
Paradoks efektywności
Przy okazji wycofania stuwattówek w zeszłym tygodniu, usłyszałam o pewnym paradoksie znanym już od XIX wieku - każda bardziej efektywna metoda zużywania energii prowadzi do zwiększenia ilości zużywanej energii. Także poczynania komisji w tej materii są raczej chybione.
Współczuje amerykańskim dzieciom, które boli głowa z przedawkowania kofeiny, ale pytam gdzie byli ich rodzice, kiedy trzynastoletnia pociecha kupowała kawę na wynos. I czyja to wina, że przyszła do szkoły bez śniadania.
Tak sobie myślę, że pewnie gdy KE znudzi się już sprzętem AGD i ochroną środowiska może zabrać się za kofeinę. I wtedy, prędzej lub później będziemy musieli w sklepach wywiesić tabliczki: “Osobom pod wpływem C8H10N4O2 oraz niepełnoletnim kawy nie sprzedajemy.”
Ekspres do kawy
Bez kategoriiAutor wpisu: Marzena Koźbiał (5) Komentarze »
Nasz sklep internetowy nie jest idealny. Ma przydługi regulamin. Nudne zdjęcia. Mało bajeranckie opisy. Dopiero niedawno zaistnieliśmy w porównywarkach. Nie mamy infolinii, ani osoby okupującej gadu-gadu między 8 a 18. Jesteśmy niewielką firmą, wiec powoli i systematycznie nadrabiamy zaległości. Od czasu do czasu spoglądamy z zazdrością na wielkie sklepy, próbując nauczyć się czegoś nowego. Tymczasem…
Szukam ekspresu
Wkrótce mój przyjaciel bierze ślub. Jako prezent młodzi wymarzyli sobie ekspres do kawy. Wybrali firmę oraz konkretny model. W poszukiwania zaangażowało się trochę znajomych. Po objechaniu większości marketów RTV AGD w Krakowie i Katowicach stwierdziliśmy, że tego konkretnego ekspresu brak.
Naturalną koleją rzeczy zaczęłam szukać w sieci. Porównywarki cenowe od razu pokazały całą listę sklepów, gdzie znajduje się wybrany przez znajomych ekspres. Odetchnęłam z ulgą.
Pytam o dostępność
Chwilę potem zaczęły się schody. Złożyłam zamówienie w pierwszym sklepie - po dwóch dniach dostałam maila z informacją, że towar nie jest dostępny. W ciągu kilku kolejnych dni skontaktowałam się z następnymi sklepami pokazanymi przez porównywarki. Składałam zamówienie lub mailowałam w sprawie dostępności produktu. I co się okazuje? Jak Polska długa i szeroka tego jednego, konkretnego modelu brak.
Dziwię się
I tu mam pytanie - czy większość sklepów handlujących AGD działa na zasadzie umieszczania w sieci produktów, których nie ma? Czy umieszczanie takiej atrapy na wirtualnej wystawie ma sens? Brak towaru, który rzekomo jest, raczej odstrasza klienta. Czy może się mylę? A może po prostu miałam pecha?
A może właśnie tędy droga - zwiększać klikalność, poprawiać statystyki? Może powinniśmy umieścić kawę-widmo w diabolicznie niskiej cenie i liczyć, że zwabione tym osoby kupią coś innego?
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo na własnej skórze przekonałam się, jak irytujące mogą być zakupy w internecie. Przy okazji zdałam sobie sprawę z tego, że wiele osób może mieć podobne doświadczenia do moich; mało tego, może uważać to za normę - a wcale tak nie jest.
Konstatuję
Większość sklepów, które odwiedziłam to prawdziwe internetowe molochy - kilka lat na rynku, tysiące produktów w ofercie, infolinie i pięć innych numerów do Biura Obsługi Klienta. Certyfikaty i pozytywne opinie od “klientów” - wiadomo jak takie praktyki najczęściej wyglądają. W porównaniu do nich jesteśmy żółtodziobami. Dopiero zaprawiamy się w internetowych bojach. Ale umieszczanie towaru, którego nie mamy w ofercie, nie przyszłoby nam do głowy.
Dlatego muszę napisać tę oczywistość - jakkolwiek ona nie zabrzmi - produkty w naszym sklepie są dostępne.
Wracając do ekspresu - z ciekawości po tygodniu sprawdziłam czy na stronach sklepów poinformowano o braku towaru. Przecież jak ktoś już podjął trud kontaktu z dystrybutorem to bez problemu może napisać “przepraszamy, ekspres jest obecnie niedostępny”. I wiecie co? Ekspresy można ciągle “kupić”! Jak wynika z mojej korespondencji zamówienie “można złożyć choć nie znany jest termin jego realizacji”. Tak sobie myślę, że może za szybko się poddałam. Z ekspresu będzie przecież piękny prezent na Boże Narodzenie. A może nawet na rocznicę ślubu.



Ostatnie Komentarze