Wakacje, ekspres do kawy i konkurs!

Pożegnanie z Afryką Tagi:
Autor wpisu: Marzena Koźbiał
Brak Komentarzy »

W końcu! Od jutra urlop. Spędzę go na pewno bez komputera, z kawy raczej nie uda mi się zrezygnować. Nim jednak wyjadę, muszę się przyznać do kilku grzeszków.

Umknęła mi sprawa Ekspresu do kawy. Pragnę donieść, że próby zakupienia go w internecie zakończyły się porażką. Po naprawdę długich poszukiwaniach ten jeden, konkretny model został odnaleziony w Sosnowcu.  Niestety okazało się, że jest to ostatni egzemplarz w sklepie. Porysowany, z brakującym sitkiem nie nadawał się na prezent ślubny. Miły pan poinformował mojego kolegę, że ostatni oryginalnie zapakowany ekspres znajduje się w sklepie w Bydgoszczy. Tam też ekspres został zakupiony, przez kolejnego z gości weselnych na trzy dni przed ślubem. Łut szczęścia. Ale państwo młodzi bardzo zadowoleni.

Ze skruchą wyznaję, że zapomniałam o pierwszych urodzinach blogu. Rok minął dokładnie 25 czerwca. Nie będę przynudzać statystykami. Chcę tylko podziękować wszystkim czytelnikom oraz za wszystkie maile i komentarze.

Zapraszam również wszystkich do udziału w wakacyjnym konkursie. Wystarczy zrobić zdjęcie: sobie, znajomym, pluszowemu misiowi lub samemu wnętrzu, koniecznie w jednym z naszych punktów i dodać je do grupy Pożegnania z Afryką na Flickrze. Konkurs trwa przez cały sierpień :) Autorzy najlepszych zdjęć mają szansę na wygranie ciekawych zestawów kawy.

Z wakcji wracam po 10 sierpnia i dopiero wtedy komentarze będą moderowane.

Elektryczny tygielek

Design Tagi: ,
Autor wpisu: Marzena Koźbiał
(4) Komentarze »

Miłośnicy kawy po turecku mogą już śmiało zrezygnować z tradycyjnych tygielków. I to nie za sprawą ekspresu, o którym pisałam dwa tygodnie temu. Przedstawiam tygielki elektryczne, wykonane zarówno z plastiku jak i z metalu.

Zasada działania jest identyczna jak w przypadku tygielków tradycyjnych. Należy tylko pamiętać, że parzenie rozpoczynamy od włożenia wtyczki do kontaktu, a nie stawiania tygielka na ogniu. Zwłaszcza w przypadku tego plastikowego może się to źle skończyć.

Na stronie producenta nie znalazłam informacji o cenie. Tygielki są produkowane w Turcji, a w Europie są jeszcze dostępne w Wielkiej Brytanii i w Niemczech.

Norblin

Ciekawostki Tagi: , , ,
Autor wpisu: Marzena Koźbiał
Brak Komentarzy »

Zaparzacz Norblin to jeden z pierwszych eksponatów, który pojawił się w kolekcji “Pożegnania z Afryką”. Gdy w 1809 roku na Starym Mieście w Warszawie powstawał zakład brązowniczy, nikt z pewnością nie przypuszczał, że firma będzie istnieć 200 lat później jako grupa kapitałowa inwestująca w nieruchomości.

Zaparzacz Norblin

Zgodnie z opracowaniem prof. David N. Nikogosyana, sygnatura pozwala określić produkcję tego zaparzacza na lata 1872-1893.

Historia firmy sięga prawdopodobnie roku 1809. Niektóre źródła podają, że założycielem zakładu brązowniczego był Filip Vorbrodt, który przybył do Warszawy z Niemiec. Jego córka Henrietta poślubiła później Wincentego Norblina. Według strony internetowej firmy zakład miał założyć sam Wincenty Norblin, aczkolwiek wydaje się to raczej niemożliwe, skoro w 1805 roku Wincent przyszedł na świat. Bezsprzecznie można natomiast stwierdzić, że w 1820 roku Aleksander Jan Norblin (ojciec Wincentego) i V. Zier założyli spółkę. Na początku ich niewielki zakład produkował różnego rodzaju wyroby posrebrzane: świeczniki, wazony, naczynia kuchenne oraz ozdoby do uprzęży końskich.

W 1823 Norblin otworzył sklep przy Krakowskim Przedmieściu, a produkcję przeniósł na ulicę Chłodną. Zakład wykonał pokrywę ze złoconego brązu do chrzcielnicy dla kościoła św.Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. W 1835 jednym ze wspólników został Wilhelm Meyert. Wprowadził galwaniczną metodę srebrzenia i złocenia. W 1853 pojawiła się maszyna parowa o mocy 10KM. W 1864 córka Norblina wyszła za mąż za złotnika Teodora Wernera. W 1882 połączone zakłady Norblina i Wernera wykupiły fabrykę guzików braci Buch na ul. Żelaznej. Firma została przemianowana na „Norblin, B-cia Buch i T.Werner”. W tym samym roku produkcja w całości została przeniesiona na ul. Żelazną. Fabrykę rozbudowano o walcownię blach dzięki czemu firma rozszerzyła asortyment produktów. Wytwarzano posrebrzane i złocone sztućce, lustra, popielniczki oraz zaparzacze do kawy.

Kolejne lata przyniosły dynamiczny rozwój firmy. W 1924 roku spółka akcyjna „Norblin, Bracia Buch i Werner” wykupiła walcownię i odlewnię miedzi w Głownie pod Łowiczem. Firma zatrudniała tam około 1000 robotników w zmodernizowanych zakładach, które produkowały platery. W 1927 spółka zatrudniała ponad 1800 osób. Firma modernizowała się. W odlewniach oprócz pieców tyglowych i przechylnych zainstalowano nowoczesne piece elektryczne. Inwestycja ta umożliwiła stałą współpracę z wojskiem. Na Żelaznej produkowano m.in. łuski do karabinów Mausera stosowanych przez polską armię, a także komponenty do produkcji amunicji. Nadal jednym z priorytetów produkcji były rury miedziane walcowane bez szwu, stosowane w przemyśle zbrojeniowym. Katastrofę spowodował wybuch II wojny światowej. Niemcy zdemontowali większość maszyn i wywieźli w głąb rzeszy. W trakcie powstania warszawskiego hale uległy zniszczeniu. Po wojnie szybko zostały odbudowane, ale w 1945 zakład upaństwowiono, zamieniając go w Walcownię Metali “Warszawa”, która działała do 1982, kiedy to przeniesiono ją na Młociny.

W 1991 roku firma powróciła do swojej tradycyjnej nazwy. Do 2001 roku trwała produkcja. W 2004 roku firma zmieniła radykalnie profil swojej działalności. Od 6 lipca tego roku w Muzeum Techniki w Warszawie można oglądać wystawę “200 lat plus Fabryki Norblina…”. Zapraszam również do odwiedzenia Wirtualnego Muzeum Fabryki  Norblina.


Źródła:
Norblin.eu

Wirtualne Muzeum Fabryki Norblin
Żelazna 49/53 - dawna Fabryka Norblina

MARKS OF EUROPEAN SILVER PLATE:II. FRAGET & NORBLIN
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Platerniczy_Norblin%C3%B3w

Kubek z kluczykiem

Design Tagi:
Autor wpisu: Marzena Koźbiał
(3) Komentarze »

Przychodzisz rano do biura, siadasz w fotelu i widzisz, że twój kubek nie stoi na swoim miejscu. Kółko odciśnięte na blacie biurka pomiędzy stertą papierów i klawiaturą, smętnie wskazuje na jego los.  Idziesz zrobić sobie kawę, z nadzieją że porywacz-współpracownik odniósł go po użyciu do kuchennego kącika. Niestety. Kubka brak. Zamiast radośnie rozpocząć dzień od kawy już po kilku minutach w pracy jesteś zirytowany.

Jeżeli chcesz mieć pewność, że nikt poza tobą nie będzie używał twojego kubka, sięgnij po model z kluczykiem zaprojektowany przez Efrata Gommeha. Bez kluczyka w kubkowej stacyjce, raczej trudno będzie go innym użyć.

Źródło: Design Boom

Mieszkać w zaparzaczu

Design, Sztuka Tagi:
Autor wpisu: Marzena Koźbiał
(1) Komentarz »

David Tratrimas to kanadyjski artysta, który tworzy swoje obrazy w oparciu o różne urządzenia domowe. Obrazy są o niecodzienne: żelazka, odkurzacze lub ekspresy do kawy są fotografowane, a następnie przerabiane cyfrowo na habitat machines czyli mieszkalne maszyny.
Tak wygląda budynek zainspirowany zaparzaczem do kawy:

Coffee Pot Towers - zdjęcie ze strony trautrimas.ca

Wystawę “Habitat Machines” można oglądać do 12 września w Santa Fe. Więcej prac artysty można zobaczyć na jego stronie.

Food & Drink Blogs
Agencja Interaktywna Grupa PTR