Afera ekspresowo-kawowa wybuchła po zeszłotygodniowym artykule w Herald Tribune.

Wszystko zaczęło się od Alexandra Justa, archiwisty pracującego  w biurze komisarz Danuty Hubner, który stwierdził, że kawa pita przez niego w pracy dziwnie smakuje. Smak wydał się mu na tyle nieprzyjemny, że postanowił zapłacić ze swojej kieszeni za badanie wody z ekspresu.  Wyniki testów okazały się zdumiewające. Odnotowano bardzo wysoki poziom niklu i wysoki ołowiu.  O całej sprawie napisał James Kanter, dziennikarz i korespondent International Herald Tribune - międzynarodowego wydania New York Timesa.

Dziennikarz napisał dwa artykuły, w których mocno zaatakował Cimbali, włoską firmę która wyprodukowała ekspres do kawy, z którego Just miał pić dziwnie smakujące espresso. Na podstawie badań archiwisty stwierdził, że ekspresy tej firmy zagrażają zdrowiu, a Komisja Europejska, która zakupiła w styczniu 20 sztuk modelu M1 zmarnowała publiczne pieniądze w kwocie 100 tysięcy euro. Przemilczał w nich oświadczenie firmy, która stwierdziła, że wszystkie ekspresy są produkowane zgodnie ze wszelkimi międzynarodowymi normami, jak również wyrok belgijskiego sądu z 28 listopada, stwierdzający zgodność norm stosowanych przez firmę z normami stosowanymi w Belgii. W oficjalnym komunikacie Cimbalii podało, że ekspresy są bezpieczne i nie ma z ich strony żadnego zagrożenia dla zdrowia.  Problem stanowiła sama woda a nie ekspres.

Ponieważ na artykuł Kantera powołało się kilka kolejnych gazet, w tym brytyjski Times, sprawa na pewno znajdzie swój finał w sądzie. Dziś powinniśmy poznać oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej.