Dziś dzień świętego Patryka – na zielonej wyspie dzień wolny od pracy. Świat popija zielone piwo, a ja delektuję się kawą po irlandzku.

Wymyślił ją Joseph Sheridan, szef kuchni na lotnisku w Foynes (obecnie lotnisko Shannon). Zimą 1943 jeden z samolotów udających się do Nowego Jorku ze względu na trudne warunki atmosferyczne zawrócił do Irlandii. Żeby rozgrzać zmarzniętych Amerykanów, Sheridan dodał do kawy whisky, a pasażerom dopytującym się co piją, powiedział, że kawę po irlandzku.

W ten zimny dzień z największą przyjemnością wspominam irish coffee pitą prawie 10 lat temu (sic!) w hrabstwie Kerry w The Red Fox Inn. Pamiętam jak wyrzucono nas prawie w samo południe z przegrzanego autobusu (był środek lata) praktycznie pośrodku niczego. Nie licząc białego budynku gospody, od zielono-błękitnego otoczenia odcinała się jeszcze pusta droga.  O ile Amerykanów na lotnisku w Sheridan kawa rozgrzała, nas szybciutko postawiła do pionu i wyciągnęła z upalnego marazmu.

Tak jak ryby najlepiej smakują nad morzem, obwarzanki w Krakowie, a czekoladki w Belgii, tak kawa po irlandzku najbardziej smakowała mi w Kerry. Wrażenie pozostało na tyle silne, że mimo upływu czasu jestem w stanie stwierdzić, że kolejne kosztowane przeze mnie kawy po irlandzku to nie do końca to.  No i oczywiście cały czas aktywnie poszukuje godnej następczyni w innym miejscu świata niż zielona wyspa ;)

Dla chcących poeksperymentować w domu polecam dział przepisy na naszej stronie internetowej, z przepisem na kawę po irlandzku. Może w Dzień św. Patryka zadziała magia i uda się przywołać ducha The Red Fox Inn.